Skąd wzięła się nazwa Zakroczym
Luty 23, 2010
Zbierając materły potrzebne mi do pracy natrafiłam na inną ciekawą legendę z okolic Zakroczymia. Jest to legenda , która mówi o tym jak powstała nazwa miasta. Przytoczę ją za Kazimierzem Szczerbatko , który sięgnął do legendy opublikowanej przez Przyborowskiego w „Wiadomościach Archeologicznych” Warszawa 1873 r. tom I str. 88 .Kazimierz Szczerbatko zamieścił ją w swojej książce “940 lat Zakroczymia”.
„Po prawym brzegu Wkry, naprzeciw wsi Lelewa- nazwa przypomina czasy pogańskie, leży niezbyt wielkie lecz rybne jezioro. Według legendy miejscowej powstało ono po zapadnięciu się miasta; nazwa zapadniętego miasta z legendy jest znana, nazywało się ono Krock. Sąsiednie miasto nad Wisłą nazywało się Zakroczym, bo leżało Za- Krockiem. Tak mówi legenda, bardziej potwierdza podobieństwo, że w pobliżu leży kościelna wieś Kroczewo. W dalszej części legendy smutne są wieści, że czasami słychać dźwięk dzwonów, głos organów z głębi jeziora. To widywano czarną krowę z dzwonkiem z jeziora wychodzącą, to znów spłoszone kobiety, które kąpały się wieczorem zauważyły wychodzącego z jeziora mnicha z siwą brodą do ziemi. Legenda mówi też, że przed niezbyt dawnymi czasy obruszyły się w zapadłym mieście drzwi żelazne, które wypłynęły na wierzch jeziora i osiadły na brzegu, zabrano je i użyto dla bocznego wejścia kościoła w Cieksynie, gdzie się znajdują.”
Poszukując informacji dotyczących pochodzenia rodziny Bielińskich herbu Junosza znalazłam wyjaśnienie tej legendy w ” SŁOwniku Geograficznym Królestwa Polskiego i ziem Słowiańskich” taki wpis dotyczący Borkowa(Borukowa, Borutowa).
“Borkowo lub Borutowo? wieś włościańska nad rzeką Wkrą, w powiecie płońskim, gmina Błędówko, parafia Cieksyn. Folwark należy do dóbr Cieksyn. Na gruntach Borkowa, przy granicy dóbr Błędowo, znajduje się jezioro Kroczyn, a nad jeziorem góra, na której stał zamek Borukowskich, dziedziców Cieksyna. Szczątki tego zamku zniszczył jeden z dziedziców za naszych czasów (mowa o połowie XIXw.). Drzwi żelazne tego zamku służą dziś do zamykania skarbca kościelnego w Cieksynie.”
Tak więc mamy i jezioro i żelazne drzwi i kościół w Cieksynie.Jak wyglądało to naprawdę? Może gdzieś w okolicy był jakiś starodawny gród, który uległ zagładzie? Może jest na dnie jeziora, zalany wodami powodziowymi? Ciekawe byłyby badania archeologiczne w tej okolicy. Może wtedy odnalazłby się skarb tak pilnie poszukiwany przez jednego z dziedziców.Oczywiście to tylko “gdybanie”, ale jakże fascynujące.
Kościół w Cieksynie został ufundowany przez rodziny Bielińskich, Lelewskich i Borukowskich w 1569r. Mimo różnych nazwisk była to jedna rodzina, która przyjmowała nazwiska w zależności od tego jaką wieś posiadali. Wśród członków tego rodu odnajdujemy również nazwisko Cieksyński i Sokołowski, ale oba bardzo szybko zanikły.W każdym bądź razie byli to przodkowie Marszałka Wielkiego Koronnego z czasów panowaniakróla Augusta III Sasa, Franciszka Bielińskiego, któremu tak wiele zawdzięcza Warszawa,oraz jego bratanka nazywającego się podobnie, jednego z członków Komisji Edukacji Narodowej, a ród ich popadł w zapomnienie.
Dlaczego Karczew nazywany jest Rumunią
Styczeń 19, 2010
Zawsze fascynowały mnie legendy. Kiedyś myślałam, że to takie regionalne bajki dla ubogich, ale teraz uważam trochę inaczej. Przedstawiam wam kolejną legędę regionalną,nie taką znaną w całej Polsce jak ” O królu Popielu co go myszy zjadły”, ” O smoku wawelskim”, czy “Warszawskiej syrence”. Dziś będzie legenda o tym dlaczego Karczew nazywany jest Rumunią, a jego mieszkańcy Rumunami.
„Było to w czasach gdy po Europie krążyła „Czarna Śmierć”. Choroba nie oszczędzała nikogo, biednego i bogatego, mieszkańca miasta i mieszkańca wsi. Gdy tylko pojawiła się w jakimś miejscu umierali ludzie. Bywało, że całe miasta i wioski były wymarłe i nikt nie chciał się zbliżyć, żeby pochować zmarłych. „Czarna Śmierć” dotarła również do Karczewa. Ludzie chorowali i umierali w wielkim cierpieniu. Mieszkańcy okolicznych wiosek sami chorowali lub unikali zbliżania się do miasta. Większość mieszkańców umarła, a ci co pozostali nadal byli osłabieni po przebytej chorobie. Wtedy do miasta przybył cygański tabor. Cyganie widząc opustoszałe miasto, puste domy, w których można zamieszkać postanowili pozostać na miejscu i wreszcie się osiedlić. Ich potomkowie mają ciemne włosy, ciemne oczy i śniadą cerę.”
W każdej legendzie jest ziarno prawdy. W starych mazowieckich kronikach można przeczytać, że druga połowa XV w. była dla Mazowsza okresem wielu klęsk. Zimy były ciepłe, a lata mokre lub wyjątkowo upalne. W 1473 r. przyszła tak wielka susza, że Wisłę można było przejść suchą nogą. Dwa lata później Mazowsze nawiedziła klęska szarańczy, co zdarza się wyjątkowo rzadko, a potem wielka powódź. Takie warunki sprzyjały również epidemii „Czarnej Śmierci”.
Co do taboru cygańskiego, jak zwali Romów ówcześni ludzie, to trudno stwierdzić. Na pewno w okolicach było wiele taborów, które koczowały w okolicznych lasach, co potwierdza bardziej współczesna nam historia, gdy w czasie II wojny światowej Niemcy stworzyli na terenie miasta cygańskie getto. Było ono na terenie obecnego osiedla Warszawska, na skarpie wiślanej. Musiało być w okolicznych lasach sporo taborów cygańskich krążących od miasta do miasta, od wsi do wsi. Wszystkich Romów hitlerowcy wywieźli do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Większość zginęła w komorach gazowych.
Czy Romowie naprawdę zdecydowali się porzucić koczowniczy tryb życia? Nie wiadomo, ale po II wojnie władze wprowadziły zarządzenie, żeby wszystkich Romów przymusowo osiedlać. Była to dla nich ogromna tragedia i nie obyło się bez buntów.
W książce „ Dzieje Karczewa i okolic” pod red. Prof. Leszka Podhoreckiego znajdujemy inne wytłumaczenie nazwy Rumunia. W XVI w. właścicielem Karczewa został znany warszawski kupiec Melchior Walbach. Jako kupiec, nawet bardzo bogaty, ale tylko mieszczanin, nie mógł według ówczesnego prawa być posiadaczem ziemi. Kupił więc sobie szlachectwo na dworze Habsburgów. Habsburgowie często sprzedawali różne tytuły i nie było to nic niezwykłego. Zawsze cierpieli na brak gotówki prowadząc tak rozległą politykę. Walbach nie był wyjątkiem i znalazł się w dobrym towarzystwie. Na przykład Radziwiłłowie otrzymali swój tytuł książęcy w ramach jakby “łapówki” również od Habsburgów. Walbach musiał jeszcze potwierdzić swoją nobilitację i w 1569 r. udało mu się uzyskać tytuł szlachecki. Kupił więc dobra w pobliżu Warszawy. Jego syn Baltazar ożenił się z Dorotą Karczewską i umocnił w ten sposób swoje świeże szlachectwo.
Walbachowie rozwinęli w Karczewie swoją działalność kupiecką na szeroką skalę. Bliskość Wisły tylko temu sprzyjała. Miasto tak szybko się rozwinęło, że zaczęło przyciągać kupców ze świata. Prawdopodobnie wtedy też przybyło na na te tereny kilka rodzin mołdawskich. Osiedlili się oni w mieście i okolicach, a ich potomkowie mają ciemne włosy, ciemne oczy i śniadą skórę. Od Mołdawii do Rumunii już niedaleko, a ówcześni ludzie nie odróżniali Mołdawii od Rumunii więc może to stąd ta nazwa? Skąd akurat Mołdawianie? Hospodar mołdawski przez sto lat składał hołd lenny Rzeczpospolitej, a gdy Besarabia (bo i taka nazwa istniała) dostała się pod panowanie tureckie wielu Mołdawian pozostawiło swoje domy i emigrowało. Najczęściej na Ukrainę, a z Ukrainy pod Warszawę już blisko. Poza tym szlak na Ukrainę prowadził przez Karczew i tereny przyległe, a ludzie w tedy byli mimo wszystko bardzo mobilni, zwłaszcza kupcy. Zajmowali się Mołdawianie najczęściej handlem i rzemiosłem tak więc mieli u tu doskonałe warunki rozwoju, dzięki bliskości dużej rzeki i dużego miasta i mogli rozpocząć nowe życie.
Jak wyglądała prawda teraz trudno dociec. Minęły wieki, a dokumentów wiele zaginęło, więc trudno jest zweryfikować legendę.
witaj majowa jutrzenko !!!
Kwiecień 30, 2009
Znów rozpoczyna się długi, majowy weekend! Jak ja ich nie cierpię!! W ogóle jakoś nie lubię świąt! Zwłaszcza takich, trochę zakłamanych. zaraz usłyszę głosy oburzenia, co ja piszę!! No właśnie co?
1 maja, przez wiele lat uważany za komunistyczne święto. Te przymusowe pochody, czczenie naszych partyjnych przywódców i ich pseudodokonań, ogólnokrajowa wazelina. Żyję już tyle lat, że zdążyłam sama chodzić na pierwszomajowe pochody. Moje dzieciństwo upłynęło w komunizmie, a dorosłe życie w polskiej wersji demokracji. Nie będę wnikać co konkretnie mi się w polskiej demokracji nie podoba, bo byłoby tego sporo. Wspomnę tylko o ordynacji wyborczej. Chcę głosować na konkretną osobę, a nie na partię i wszystko powinno być jasne, ale wróćmy do tematu.
1 maja ustanowiła II Międzynarodówka w 1899 roku na pamiątkę robotniczych strajków w 1886r. w Chicago. Robotnicy walczyli o 8 godzinny dzień pracy i związki zawodowe. Krwawo stłumione strajki były szokiem dla opini międzynarodowej, a przynajmniej jej postępowej części, która dostrzegła ciężki los robotników.
W XIXw. robotnicy w fabrykach pracowali po 12-15 godzin dziennie w bardzo ciężkich warunkach. Nie mieli ubezpieczenia, pomocy lekarskiej, emerytury. Mieli tylko harować i nic poza tym. Pracowały również dzieci, co obecnie jest nie do pomyślenia w cywilizowanym świecie. Propagatorami ulżenia robotniczej doli byli socjaliści. W Polsce 8- godzinny dzień pracy, obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne wprowadzone zostały na rozkaz marszałka, a wtedy naczelnika państwa polskiego J.Piłsudskiego w tzw. “Małej Konstytucji” z 1919r. W Polsce 1 maja obchodzi się od 1899 r.
Gdy komuniści objęli władzę zaczęli sobie “przyczepiać” i święta i bohaterów narodowych, jak Ludwik Waryński, twórca pierwszych związków zawodowych na ziemiach polskich. Jako, że ich tradycje nie sięgały tak daleko, trzeba było wprowadzić nowe ” świeckie tradycje”, żeby umotywować swoje istnienie. Zrobili więc z 1 maja wielkie święto robotników, zniekształcili idee tego święta i obrzydzili wszystkim. Przekłamali historię, tak jak kłamstwem było to państwo i utopijna idea komuny.
3 maja , święto konstytucji. Mało kto wie, że świętujemy rocznicę zamachu na wolność i demokrację szlachecką. Jak na ówczesne i obecne standardy był to zamach stanu. Brak było quorum mającego moc ją uchwalić.
W 1791 roku Wielkanoc wypadała późno, bo dopiero 24 kwietnia. Posłowie zrobili sobie przerwę świąteczną i rozjechali się do domów. Gdy król Stanisław August Poniatowski wezwał ich na obrady, większość posłów nie była w stanie przybyć na czas. W ten sposób opozycja, głównie litewska i ukraińska zostały odsunięte i nie mogły zawetować ustawy zasadniczej. Konstytucję napisał prawdopodobnie sekretarz króla w ciągu jednej nocy, a następnego dnia jej zwolennicy ją uchwalili. Było to wielkie święto, ale nie uratowało to Rzeczpospolitej od zagłady. Sąsiednie mocarstwa wcale nie chciały odrodzonej i znów silnej Rzeczpospolitej. Żeby uchronić swoją politykę i wpływ na los naszego kraju rozebrały go w końcu i zabezpieczyły swoje status quo.
Karczewska piramida
Kwiecień 16, 2009
3o km na południe od Warszawy jest miasto Karczew. Posiada ono tajemniczą budowlę piramidę- grobowiec. Wchodząc na cmentarz główną bramą, po lewej stronie od niej można zobaczyć zaniedbany i opuszczony grobowiec w kształcie miniaturowej piramidy. Niektórym może się kojarzyć również z obeliskiem wzorowanym na starożytnych egipskich obeliskach. Otacza go nie tyle nimb tajemnicy ile aura zapomnienia. Z każdym rokiem popada on w ruinę i za kilka lat rozsypie się zupełnie.
Piramidy powstały w starożytności i służyły jako grobowce i świątynie. Spotykamy je na Bliskim Wschodzie, w Egipcie, a także w Ameryce Środkowej i Południowej. Najsłynniejszy jest oczywiście kompleks piramid w Gizie, z największą piramidą Cheopsa. Były symbolem kultu i wiary w życie wieczne. Fascynację starożytnym Egiptem przywieźli do Europy żołnierze Napoleona. W pierwszej połowie XIX w. zaczęły gdzie niegdzie powstawać małe piramidy- grobowce. Najsłynniejszą jest piramida w Rapie na Mazurach w pobliżu granicy polsko- rosyjskiej. Mauzoleum zbudowano w1811 r. dla rodziny Farenheit. Do dziś można podziwiać zmumifikowane zwłoki członków tej rodziny.
Są ludzie, którzy wierzą, że piramida emituje pewien rodzaj pozytywnej energii, nazywanej “energią kształtu” .Pozwala ona na mumifikowanie zwłok, długotrwałe przechowywanie żywności, czy tylko ostrzenie żyletek. Nie wiem czy nasza “piramidka” potrafi działać takie “cuda”, ale jest z nią związaną niezwykła historia,przekazywanasobie z ust do ust. Taka miejscowa legenda.
Był rok 1794 i trwało w najlepsze Powstanie Kościuszki. Przed kilku dniami Kościuszko przegrał bitwę pod Maciejowicami i dostał się do niewoli. Od strony Lublina nadciągnęła rosyjska armia pod dowództwem generała jeszcze wtedy Aleksandra Suworowa. Szybko zajęła miasto, a Suworow wybrał na swoją kwaterę główną Pałac w Otwocku Wielkim. Postanowił w nim odpocząć i przygotować ostateczną ofensywę na Warszawę. Właściciel pałacu hr. Franciszek Bieliński III przebywał wtedy wśród powstańców. Oddał swój majątek na potrzeby powstania, o czym często się zapomina.
Spróbujmy zatem zrekonstruować wydarzenia, które doprowadziły do śmierci kilku powstańców. Ich liczba nie jest znana, a także dokładna data tych wydarzeń. W każdym bądź razie grupa powstańców wpadła na pomysł, żeby napaść na Pałac i porwać Suworowa. Wyobraźmy sobie ciemną, być może deszczową noc i grupę ludzi próbującą się dostać do Pałacu. Czy poszli główną aleją kryjąc się w cieniu lip? Czy próbowali dostać się bocznym wejściem? A może w inny sposób? Czas zatarł ślady, także w ludzkiej pamięci. Źle zaplanowana akcja zakończyła się klęską. Nawet gdyby im się udało, to i tak nie uratowaliby gasnącego powstania. Ich ofiara poszła na marne.
Zostali pochowani na cmentarzu karczewskim, a na ich zbiorowej mogile została postawiona piramida. Kto ją wybudował, kto był fundatorem, kto jest pochowany w mogile? Być może odpowiedź znajdziemy w starych księgach parafialnych. Jeśli fundatorem był Bieliński, pasjonat starożytności, to byłby najstarszym grobowcem na cmentarzu.
Czas źle obszedł się z pomnikiem. Odpadła gdzieś tablica, został przesunięty, najprawdopodobniej przez drzewo rosnące w pobliżu, cegły z czubka odpadły. Uległ zapomnieniu i nie wiele osób zapała znicz w dniu Wszystkich Świętych. Szkoda!

“Zapomniane narody Europy”
Styczeń 15, 2009
Ostatnio wpadła mi w ręce bardzo ciekawa książka Jerzego Strzelczyka “Zapomniane narody Europy”. Autor przedstawia dzieje ośmiu narodów Wenetów, Swebów, Longobardów, Piktów, Wiślan, Obodrzyców, Chazarów i Jaćwięgów na podstawie zachowanych kronik historycznych, badań archeologicznych i badań nad pozostałościami sztuki tychże plemion. Kim byli, skąd przyszli, jak żyli, w co wierzyli i gdzie zniknęli mieszkańcy Europy zanim powstały narody? Na te pytania autor stara się odpowiedzieć, ale ” wędrówka ludów” późniejsze ich mieszanie i zawirowania historii nie dają nam jednoznacznej odpowiedzi.
Przegląd narodów rozpoczynają najbardziej dla nas mityczni Wenetowie. Czy byli to przodkowie Słowian, jak chce tradycja romantyczna? A może było kilka plemion o tej samej nazwie zamieszkujących rózne zakątki Europy? Czy były ze sobą spokrewnione? Konia z rzędem temu kto odpowie na te pytania. Fascynujące jest to jak mało starożytni historycy wiedzieli o ludach mieszkających poza granicami Imperium i jak ich wiedza była bardziej w sferze legend i mitów niż faktów historycznych.
Innym mitycznym i tajemniczym narodem zamieszkującym najdalsze zakątki wyspy Angielskiej byli Piktowie. Skąd wzięła się ich nazwa, kim mogli być i gdzie zniknęli również dowiemy się z tej książki. Napewno nie zniknęli całkowicie, a pozostali w naszej pamięci dzięki choćby “Legendom arturiańskim”.
Również pozostałe narody są niezwykle ciekawe. Longobardowie i Swebowie, którzy zawojowali Imperium Rzymskie, Chazarowie, którzy wyznawali judaizm. Obodrzyce i Jaćwięgowie, którzy padli ofiarą eksterminacji, i jak się okazuje nie był to wymysł XX wieku.
Fascynująca lektura dla osób interesujących się historią.
“Anna In w grobowcach świata”
Styczeń 12, 2009
Dziś slończyłam czytać świetną książkę Olgi Tokarczuk ” Anna In w grobowcach miasta”.Została ona napisana w ramach serii “MITY” zainicjowanej przez wydawnictwo CANINGATE BOOKS Ltd. Seria ta połączyła najwybitniejszych światowych autorów prozy , do których dolączyła również nasza rodaczka. “MITY” przedstawiają współczesne spojrzenie na mity znane ludzkości.
Olga Tokarczuk wybrała jeden z najstarszych mitów, sumeryjski mit o bogini miasta Ur Inannie. Bogini wyrusza do krainy śmierci, żeby spotkać się ze swoją siostrą, boginią śmierci. Zostaje przez nią zabita, ame się odradza i wraca na ziemię. Resztę można sobie doczytać.
Mit ten jest jakby matką wszystkich mitów i baśni o schodzeniu do świata zmarłych, odradzaniu się, oszukiwaniu śmierci. Jest tak stary jak sama kudzkość i tkwi w jej zbiorowej podświadomości. Woara, że można oszukać przeznaczenie i uniknąć tego co jest nie do uniknięcia. Lektura wymagająca myślenia, smakowania i zastanawiania się jak niewiele zmieniliśmy się przez te tysiące lat.
Samospełniająca się przepowiednia?
Styczeń 9, 2009
Według źródeł Fundacji Nautilus, w kilka miesięcy po ogłoszeniu wizji Jackowskiego w jego domu zjawili się dziwni panowie. Jak twierdzi sam Jackowski byli to przedstawiciele izraelskiego rządu lub tajnych służb tego państwa. Interesował ich przede wszystkim fragment dotyczący ogólnoświatowej wojny i prewencyjnego ataku Izraela na inne państwo. Jackowski nie powiedział o czym rozmawiał z tymi panami.
Czy w ten sposób Jackowski w jakiś sposób sprowokował spełnienie się swojej przepowiedni? Czy Izraelczycy uwierzyli w nią tak bezwarunkowo, że sami sprowokowali wojnę? Co było katalizatorem ich działań?
Religia żydowska dopuszcza istnienie jasnowidzów jeżeli ich głos pochodzi od Boga. Jednak wybrańcami powinni być Żydzi, a nie “goje” jak Jackowski. Swoich jasnowidzących Zydzi czcili, zwłaszcza Chasydzi. Dawali im tytuł Cadyka, czyli świętego za życia. Tak więc Jackowski nie bardzo wpisuje się w ten schemat, ale jednocześnie miał wizję, mówiącą o ich kraju, więc może jednak pasuje? Czyżby Jackowski stworzył samospełniającą się przepowiednię?
Krzyk ginącego narodu
Styczeń 5, 2009
Nie postarałam się w ostatnim wpisie, więc muszę się trochę zrehabilitować przynajmniej dla własnej satysfakcji.
Wszyscy patrzymy na to co się dzieje w strefie Gazy. Jest to związane z przepowiednią naszego jasnowidza, p. Jackowskiego, ale ta wojna ma również inny wymiar, nie tylko zapowiedź końca świata, a przynajmniej początku ogólnoświatowego konfliktu. Czytając, czy oglądając wiadomości widzimy jak silniejsze i bogatsze państwo niszczy słabszy naród. Odbywa się to przy jawnej lub nie aprobacie polityków pozostałych państw. Trudno im się dziwić, gdyż każdy protest może być uznany przez Izrael jako przejaw antysemityzmu. A to doskonała broń, pamiętając co Żydzi wycierpieli podczas II wojny światowej.
Tymczasem w Strefie Gazy giną niewinni ludzie i czują się opuszczeni przez świat. Patrzymy na nich o można się poczuć jak reszta świata patrząca na Powstanie Warszawskie, lub Styczniowe. My, Polacy szczególniee powinniśmy rozumieć Palestyńczyków i inne narody walczące i swoją wolność, gdyż tego nauczyła nas nasza historia.Palestyńczy też zostali pozbawieni swojego państwa na mocy układów wielkich mocarstw, które nie liczyły się z małymi krajami, a miały poczucie winy wobec Żydów za Holokaust. Tylko dlaczego do niego dopuściły? Nie chcieli umierać za Gdańsk, a co dopiero za jakichś tam Żydków. Oddawali pole Hitlerowi, aż ustawił ich pod ścianą.
Poza tym taki najazd to nie sposób na zapobieganie terroryzmowi. Terroryzm to krzyk ludzi, których nikt nie chce słuchać. To protest przeciwko niesprawiedliwości i obojętności świata. przemocą się go nie zwalczy.Jest jak hydra, odetnie się jej głowę, urośnie następna. Palestyńskie dzieci i młodzież, nie mają pozytywnego przykładu w ten sposób.Sami staną się Męczennikami za wiarę i swój kraj i to nie jest kwestia Islamu. Ludzie nieszczęśliwi chętnej szukają pociechy i nadzieji w swoim Bogu, bo już nie ma jej w świecie. Bóg jest ostatnią deską ratunku. Wyższej instancji już nie ma. Tylko rośnie nienawiść i to po obu stronach. Może warto rozmawiać z Palestyńczykami? Z Arafatem też nie chcieli rozmawiać, bo uznawali go za terrorystę, zą przyszedł czas, żę zaczęli. Z Pilsudskim też nikt nie chciał rozmawiać z tego samego powodu, dlatego na Konferencję w Wersalu pojechał Dmowski i powstało nasze wolne państwo.
Dla Izraelczyków to Ziemia Obiecana, którą dał im Bóg w posiadanie. Nie chcą innych narodów na niej. Mają więc niezbywalne prawo do niej.Chcą żyć w pokoju i spokoju, czemu nie można się dziwić. Robi im się coraz ciaśniej w Izraelu i każdy dodatkowy metr kwadratowy jest na wagę złota. Już raz musieli opuszczać Strefę Gazy i teraz chcą ją odzyskać.
Dlaczego teraz? Bo w USA jest “bezkrólewie”. Odchodzi stary prezydent i nie chce podejmować decyzji, które zaważyłyby na polityce nowej administracji, a nowy prezydent jeszcze nie może podejmować decyzji. Ameryka jest dla Izraela bardzi ważna. Niewiele osób zdaje sobie sprawę ile pieniędzy Rząd USA daje Izraelowi. Gdyby nie ich pomoc, Izraela już dawno nie byłoby na mapie świata. Arabowie by ich wypędzili lub wymordowali. Żydzi więc walczą o swoje istnienie.
Czy jest rozwiązanie dla tych problemów? Chyba nie. Gdy po obu stronach jest tyle nienawiści i poczucia krzywdy,tyle przelanej krwi, to trudno o przebaczenie i pokojową koegzystencję. Chyba się to “nie rozejdzie po kościach”.
Izrael idzie na wojnę.
Styczeń 2, 2009
Izrael idzie na wojnę z Palestyńczykami. Czy jest sposób by rozwiązać ten konflikt? Raczej nie. Nienawiść po obu stronach jest tak silna, że zawsze będą powody do zabijania. Współczuję zwłaszcza mieszkańcom Strefy Gazy. Tylu rannych i zabitych- dzieci, starcy, cywilna ludność, która płaci za garstkę terrorystów. Ogromny głód, a Izraelczycy twiedzą, że nie ma katastrofy humanitarnej ! Aż nie chce się wierzyć, że to możliwe.
Krzysztof Jackowski znów przestrzega przed wojną. Według niego to co się dzieje to początek końca. Być może ludzkość dojrzała do zmian, a każde dojrzewanie charakteryzują gwałtowne i niekontrolowane zmiany. Zawsze bądzie koniec świata, bo to co zniknie już sie nie powtórzy, więc w pewien sposób każda zmiana jest końcem świata.
Wielka Medytacja
Grudzień 29, 2008
Dnia 30 grudnia w godzinach 22.00- 22.30. odbędzie się Wielka Medytacja “Nieznanego Świata” . Hasłem tegorocznej medytacji jest NADZIEJA. Każdy z nas może wziąść w niej udział. Sposób medytowania jest dowolny. Możemy się modlić, odmawiać różaniec, medytować na leżąco, na siedząco, z mantrą i bez. Chodzi o intencję, o NADZIEJĘ, tak potrzebną nam ludziom i naszej planecie. Ważne jest, żeby medytować właśnie w tym czasie, jeśli chcemy coś zmienić. nasz zbiorowy wysiłek, zbiorowa myśl może wpłynąć na pole morfogenetyczne naszej planety i zapoczątkować pozytywne zmiany.
Nadzieja w kolorze zielonym, “ta, która umiera ostatnia”. Daje nam siłę do walki o przetrwanie każdego kolejnego dnia, nawet gdy wydaje się, że już nic nie da się zrobić. Nasz zbiorowy wysiłek, nasza intencja być może odwróci nieuniknione. Jeśli myśl jest energią, to może ona wpływać na wszystko . Możemy myślą odwrócić przeznaczenie i nadchodzącą katastrofę. Im będzie nas więcej tym nasza myśl będzie silniejsza. Być może uda nam się powstrzymać i zmiany klimatyczne i zbliżająca się wojnę, o czym wspomina Jackowski na stronach Nautilusa. Dziś właśnie można posłuchać jego przesłania na nadchodzący rok i nie jest o przepowiednia optymistyczna. My “szarzy ludzie” niewiele możemy zrobić, żeby wpłynąć na “wielkich tego świata” żeby się opamiętali. Naszą bronią może być wiara, nadzieja i ogólny wysiłek myśli. Weźmy więc udział w Wielkiej medytacji. Będzie ona jak koło ratunkowe dla naszego świata.